Wolfburn Aurora

Kwiecień miesiącem Wolfburna, dzisiaj kolejna po wersji Northland młoda whisky spod znaku wilka – Aurora, ale nie będzie żadnego dymu, będzie za to coś słodszego, przynajmniej tak można wyczytać z pudełka. Na butelce piękną czcionką nadrukowano „Sherry Oak” ale chyba troszkę na wyrost bo beczki po sherry stanowiły ledwie 20% wszystkich użytych beczek a na resztę tej mieszanki składają się w 40% beczki first fill po burbonie oraz również 40% beczki quarter cask po dymnej whisky z Islay znane już wcześniej z Northlanda. Więcej o destylarni znajdziecie przy wcześniej opisywanej butelce Wolfburn Northland a teraz pora sprawdzić Aurorę.

Wiek: NAS

ABV: 46% nie filtrowana na zimno

Wygląd: pękata niewysoka, ciemna butelka,

Kolor: ciemno złoty, bez dodatku karmelu

Zapach: jabłka, cytrusy, słód, rozgotowane rodzynki, jakiś wytwór czekoladopodobny z czasów mojej młodości, herbatniki, nadzienie migdałowe z ciastek, użyto beczek po dymnej whisky ale dymu nie czuć ani trochę

Smak: kiepski dżemik owocowy, słodowe, miodowe, jabłka, takie jakieś nijakie ale na plus że alkoholu nie czuć a przecież to bardzo młoda whisky

Finisz: dość długi, rozgrzewający, słodki

30550776_10211143642498017_1123670676_o

Podsumowanie: O ile wcześniej pita Northland była bardzo fajna to wersja po sherry chyba średnio się udała, jest nijaka, niby nic nie przeszkadza ale też na pewno nie zapamiętam jej na dłużej. No i też stosunek ceny do jakości w tym przypadku wypada bardzo słabo, prawie 200zł a pamiętajmy, że jest to ledwie kilkuletnia whisky.

Ocena: 3

Wolfburn Northland

Wolfburn, jedna z najmłodszych szkockich destylarni ale już wprowadziła niemałe zmiany na geograficznej mapie whisky a to za sprawą odebrania Old Pulteney miana najdalej na północ wysuniętego zakładu znajdującego się jeszcze na stałym lądzie. Od 2013 roku to właśnie Wolfburn dzierży to zaszczytne pierwsze miejsce. Sama destylarnia mieści się w miejscowości Thurso a jego nazwa prawdopodobnie wzięła się od strumienia Wolf Burn, z którego woda wykorzystywana jest do produkcji alkoholu. Pierwsze butelki pojawiły się już w 2016r czyli zaczęli rozlewać jak tylko minął ustawowy termin 3 lat dojrzewania, wiadomo inwestycja w zakład musi się zacząć szybko zwracać tylko czy to nie zaważy na jakości? Właściciele musieli być widocznie pewni tego, że już 3 letni trunek będzie miał sporo do zaoferowania. Pierwszy przeze mnie pity Wolfburn to dymna wersja Northland, przy którym popełniono pewien eksperyment znany mi niestety z opisywanej wcześniej Scapa Glansa a mianowicie zalanie destylatem beczek quarter cask po dymnej whisky z Islay. Przyznam że Scapa nie przekonała mnie ani trochę i sam jestem ciekawy jak to wyszło w przypadku Wolfburna

Wiek: NAS

ABV: 46% nie filtrowana na zimno

Wygląd: pękata niewysoka butelka,

Kolor: złoty, bez dodatku karmelu

Zapach: i tu pierwszy szok, whisky ma dopiero ok 3 lata a zapach jest bardzo przyjemny i dość intensywny, nie czuć alkoholu, jabłka, cytrusy, bardzo delikatny dymek, ciasto drożdżowe, mokra ziemia

Smak: dość pikantny, imbirowy ale przyjemny nie drażni, miodowa słodycz, słód, cytrusy, płatki kukurydziane, delikatnie słona, mi trochę przypomina 10 letniego Springbank

Finisz: średnio długi, rozgrzewający, słodko i dębowo

DSC01851x

Podsumowanie: Gdybym nie wiedział co piję nigdy by mi na myśl nie przyszło że ta whisky ma dopiero 3 lata, totalne zaskoczenie, alkohol gdzieś ukryty, bardzo owocowa i dość słodka, przyjemna i łatwa w odbiorze. Jeśli już teraz jakość na tak przyzwoitym poziomie to wróże tej destylarni naprawdę świetlaną przyszłość, a porównując ze wspomnianą wcześniej Scapa to pozostawia ją bardzo daleko w tyle.

Ocena: 4